Gdy nawet pobieżnie rzucimy okiem na dzisiejszą liturgię słowa, to możemy odnieść wrażenie, że ona była przygotowana specjalnie pod obecne wydarzenia. Oczywiście, że nikt nie dopasowywał czytań pod wszystko to, co dzieje się dziś w Polsce i na świecie, ale tak właśnie wygląda osobliwość Bożego słowa. To kolejna tajemnica, jak Bóg działa – jak mówiliśmy sobie w ubiegłą niedzielę – jak potrafi nas do wszystkiego i na wszystko przygotować.
Ale najważniejsze jest to, że dzisiejsze czytania są wypełnione optymizmem. Bo oto Izraelici nie mają wody – umierają z jej braku; co więcej przebywają na pustyni, więc raczej trudno się spodziewać, że woda się pojawi. Mojżesz jednak się nie załamuje. Idzie na modlitwę i parafrazując jego słowa zwraca się do Boga z żalem, że zaraz ludzie go ubiją kamieniami i on nie wie, co ma dalej począć. A co na to Pan Bóg? (Pan Bóg jest niezwykle prosty w rozwiązywaniu problemów). Pan Bóg pokazuje najbliższą skałę Mojżeszowi i mówi mniej więcej tak: Idźże chłopie do tej skały uderz w nią laską i pijcie ile chcecie. I tak też się dzieje.
Co wydaje się być kluczowe w tej scenie? Brak wody? Niecierpliwość narodu? Strach Mojżesza? Żadne z tych. Kluczową sprawą jest to, że Mojżesz zdecydował się rozmawiać z Bogiem. Nie dumał w nieskończoność, ale poszedł na bok i modlił się. Pewnie to była długa modlitwa, pewnie to było nużące przekomarzanie się z Bogiem i samym sobą, no bo jak tu wziąć kij i pójść pod skałę i bić w nią, żeby woda popłynęła. Ale na rozmowie z Bogiem podjął tę niezwykłą decyzję. Bo Bóg pragnie nas prowadzić, ale musi mieć możliwość docierać do nas ze swoimi pomysłami na nasze życie.
Być może, a może na pewno ten czas, który przeżywamy, to czas poniekąd „zaplanowany” przez Boga. Oczywiście, Bóg nie stworzył broni biologicznej, tudzież wirusa i nie wypuścił w świat, ale to co się stało z pewnością wykorzysta, by nas do siebie przyciągnąć. Bóg da ludzkości ratunek, ale ta wpierw musi – tak jak Mojżesz – siąść i z Nim zacząć rozmawiać.
Zmienił się tryb naszych dni. Już można mieć wrażenie, że mniej biegamy, mniej się spieszymy, mniej załatwiamy itd. Zostaliśmy wyprowadzeni na pustynię. I to jest czas najdogodniejszy na pełny powrót do Boga. Może w końcu uda mi się wziąć do ręki Biblię, może obejrzę z rodziną dobry film, może od niepamiętnego czasu w spokoju i bez pośpiechu spożyjemy prawdziwy niedzielny obiad. W tym wszystkim spróbujmy znaleźć czas moje sam na sam z Bogiem.
I z dzisiejszych czytań wypływa jeszcze jedno zdanie – z kolei z drugiego czytania. Brzmi ono następująco: „A nadzieja zawieść nie może, ponieważ miłość Boża rozlana jest w sercach naszych przez Ducha Świętego, który został nam dany”. Co nas będzie trzymać? Co nas uratuje? Duch Święty, który podsyca naszą nadzieję. Tylko o jednej rzeczy należy pamiętać – Bóg działa, gdy człowiek Mu na to pozwala.
